Na zamówienie: gnocchi dyniowe nadziewane kozim serem i truflami

Ten przepis dedykuję mojej kochanej przyjaciółce Ewelinie :) Obchodzi dziś urodziny (znowu postarzała się o rok, ale trzyma się całkiem nieźle ;)), a dzisiejszy przepis niech będzie jednym z elementów prezentu :) Gdyby nie mieszkała tak daleko ode mnie, miałaby niewątpliwie okazję spróbować moich kuchennych eksperymentów, ale obecnie musi wystarczyć jej ten wpis :) 

O gnocchi faszerowanych kozim serem i truflami usłyszałam od Eweliny podczas naszych włoskich wakacji. Jadła je w jednej z warszawskich restauracji i podobno  były pyszne. No to pomyślałam sobie wtedy „Co, ja nie zrobię?” ;) Mój jedyny dylemat polegał na tym, że tej jesieni planowałam zrobić także gnocchi dyniowe (i jeszcze opublikować przepis zanim skończy się sezon dyniowy ;)). Ostatecznie z dylematu wybrnęłam łącząc dwa w jednym i tak powstały gnocchi dyniowe nadziewane kozim serkiem i salsą truflową przywiezioną z wakacji. Polałam je roztopionym masełkiem i parmezanem, aby zbytnio nie zdominować smaku samych gnocchi.

Nie wiem czy oryginał smakował podobnie, ale tak sobie wyobraziłam ten przepis ja, i tak go zrobiłam ;) Mąż ocenił jako pyszne, więc czuję się usatysfakcjonowana ;) 

Przepis na ciasto na gnocchi podpatrzyłam u Komarki, jednak troszkę go zmodyfikowałam, aby gnocchi były łatwiejsze do formowania i nadziewania. 

Składniki na ok. 30 dużych gnocchi

  •  800 g obranej i wypestkowanej dyni
  • ok. 250 g semoliny
  • ok. 200 g mąki pszennej (typ 650)
  • 1 jajko
  • 50 g startego parmezanu
  • sól
  • pieprz
  • 250 g ricotty
  • 125 g serka koziego kremowego
  • 2 łyżki tartego parmezanu
  • 2 łyżeczki salsy truflowej
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek
  • 1/3 kostki masła
  • świeżo tarty parmezan

Dynię kroimy na kawałki, układamy na blasze do pieczenia i lekko skrapiamy oliwą z oliwek. Blachę przykrywamy folią aluminiową i pieczemy w temperaturze 200 stopni do miękkości. Upieczoną dynię przecieramy przez gęste sitko lub miksujemy blenderem i odstawiamy do ostudzenia.

Ja jeszcze przygotowuję dynię innym sposobem – pokrojoną na kawałki dynię wkładam do garnka z niewielką ilością gotującej się wody (dosłownie ok. 1 cm na dni) i gotuję pod przykryciem przez ok. 20 – 25 minut, mieszając od czasu do czasu. Po tym czasie miksuję dynie blenderem i odstawiam do ostygnięcia. Jeśli wytrąci się sporo wody, to odsączam dynię na sitku z małymi oczkami.

Dyniowe puree mieszamy z semoliną i mąką, przyprawiamy solą i pierzem. Dodajemy następnie roztrzepane jajko oraz parmezan i wszystko zagniatamy w kulę.

Ilość mąki jest przy tym podana orientacyjne. W zależności od ilości wody w naszej dyni może okazać się konieczne dodanie większej bądź mniejszej jej ilości. Jednak mąkę należy podsypywać stopniowo, bowiem dodanie zbyt dużej ilości spowoduje, że gnocchi wyjdą twarde i gumowate, z kolei zbyt mała ilość spowoduje, że trudno będzie lepić gnocchi, bo ciasto będzie zbyt klejące. Generalnie ciasto powinno być elastyczne i wilgotne, ale jednak –  po podsypaniu mąki – dające się lekko rozwałkować. Gdy ciasto mamy gotowe, możemy je włożyć na chwilę do lodówki.

W międzyczasie przygotowujemy farsz – ricottę mieszamy z serkiem kozim, dodajemy salsę truflową. Doprawiamy solą i pieprzem i odstawiamy do lodówki.

Po schłodzeniu wyciągamy ciasto na obsypaną mąką stolnicę i po rozwałkowaniu na ok. 1 cm wykrawamy ok. 4 cm krążki. Krążek ciasta delikatnie rozpłaszczamy w dłoniach obsypanych mąką. Na tak przygotowane ciasto nakładamy łyżeczkę farszu i delikatnie sklejamy brzegi ciasta – jak przy robieniu knedli. Moje ciasto było na tyle elastyczne i klejące, że po zlepieniu brzegów, byłam jeszcze w stanie ręcznie uformować ciasto, tak aby nie było widoczne miejsce sklejenia – dzięki temu jest mała szansa, że gnocchi się rozkleją podczas gotowania. Trzeba być jednak ostrożnym, bo zbyt mocne naciągnięcie ciasta może doprowadzić do jego przerwania.

Układamy gotowe gnocchi na powierzchni lekko obsypanej mąką. W międzyczasie możemy już zagotować gar z wodą – lekką ją posolić i dodać odrobinę oliwy z oliwek. Wodę doprowadzamy do wrzenia, a następnie nieznacznie zmniejszamy ogień, aby zbyt gwałtowne bulgotanie wody nie zniszczyło nam gnocchi. Wkładamy gnocchi partiami i gotujemy do momentu, aż wypłyną na powierzchnię.

Gorące przekładamy na talerz, polewamy roztopionym masłem i posypujemy świeżo tarty parmezanem. 

Smacznego :) a Ewelinka – wszystkiego najlepszego :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Parówkowe serduszka dla maluchów

Jak zachęcić malucha do tego, żeby zjadł coś co on z calą stanowczością uznaje za obrzydliwe? Podać to ładniej, inaczej...

Zamknij